Ostatnie wpisy
Zakładki:
By się rozerwać
Dla ciała i ducha
Moje
Przydatne
Tu zaglądam
W kuchni
|
poniedziałek, 14 maja 2012
...miałam systematycznie się tu wywnętrzać. Obiecywałam. Ale po co miałam się tu pojawiać?
Na ustach miałam jedynie takie słowa, które w telewizji przykrywane są dźwiękiem: - Piiiiip! Powód takiego stanu? Wiadomo: budowa! Dochodzę powoli do wniosku, że z każdej strony chcą mnie wyr...ać! Nie ma specjalistów, nie ma uczciwych wykonawców, nie ma słowności... Przestałam wierzyć i ufać ludziom. I nie podoba mi się to, że moja wiara i ufność, i ciągłe poszukiwanie w człowieku dobra zaczynają przekształcać się w totalną nieufność. Podejrzliwość budzą we mnie wszystkie słowa i czyny, które nie mają potwierdzenia w umowach. Każdy dziwny uśmiech, każdy grymas w mojej głowie zapalają czerwoną żarówkę. Dochodzi już do tego, że i na siebie zaczynam być wściekła i w podpisanych umowach dostrzegam, poprzez złożony przez się podpis, zgodę na cholerne skubanie... Zaczynam myśleć, ze w tym kraju, zanim człowiek weźmie się za budowę domu cudzymi rękami i za te ręce płacić będzie słono, powinien najpierw postudiować geodezję, budownictwo, meluioracje i c...j wie jeszcze co! I w ogóle znać się na wszystkim, co związane jest z budową! Tak więc, jeśli macie do kogoś jakiś uraz, to pożyczcie mu budowy domu! Do następnego, mam nadzieję, przyjemniejszego spotkania!
niedziela, 29 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
... potrzebę powrotu. Muszę zacząć od nowa pracować nad sobą, by znów, bez większych oporów, pisać o sobie i o swoim życiu. A wiele się w nim ostatnio dzieje. Dni zrobiły mi się za krótkie, ciężko mi jest wszystko ogarnąć. Kiedy wracam ze szkoły, to mam (lub nie) godzinę na obiad i krótki odpoczynek i jadę do taty do szpitala. Wracam przeważnie po 18.00 i wtedy albo siadam do poprawiania sprawdzianów i klasówek, albo wiszę na telefonie i gadam z panem, który będzie mi budował chałupkę, albo jadę do niego do firmy, by pogadać z góralami składającymi ma hali domek i ustalić kolejne sprawy. Na zdjęciu poniżej kolejne etapy powstawania mojego domku.
Jestem happy, że już coś widać, choć wolałabym to już mieć na działce, na fundamentach. Cieszę się, że będziemy mieć swoje cztery kąty, obawiam się jednak, że zanim w nich zamieszkamy, to ja pewnie całkiem osiwieję. Ostatnie prawie 3 tygodnie to raz że oczekiwanie na pozwolenie na budowę, następnie na podbicie ostateczności a dwa to problemy z gościem, który miał mi robić fundamenty. Cena rosła z kolejnymi telefonami. Zrezygnowaliśmy z jego usług. Prezes firmy budującej chałupke naraił nam fachmana i wczoraj dobiliśmy targu. Zapłacimy 15 tysięcy mniej, niż życzył sobie jego poprzednik. Bardzo się z tego cieszę, bo z kasą to u nas krucho, niestety. Na wygrana nie ma co liczyć a dać nie ma kto. Musimy wziąć znaczną pożyczkę. To już kolejna rzecz spędzająca mi sen z oczu. Nachodzą mnie czarne myśli, co by się stało, gdyby któremuś z nas (mnie lub Panu) coś się stało. Rata miesięczna to jedna pensja. Żałuję, że nie zaryzykowałam początku budowy kilka lat wcześniej. Odkładałam to w czasie, bo chciałam jak najwięcej kasy uzbierać. I co to dało? I tak trzeba się zapożyczyć. Ostatni tydzień szczególnie dał mi się we znaki, bo martwiłam się także o Pana. W miniony poniedziałek miał bardzo wysokie ciśnienie: 225/150. Przeraziłam się. On zresztą też. Zabrałam go na SOR. Po godzinnym oczekiwaniu lekarka najpierw się wściekała, że tu przyjechaliśmy: - Trzeba było iść do rodzinnego! (Nie docierało do niej, że ośrodek zdrowia czynny jest do 14:00). Potem kazała zmierzyć Panu ciśnienie. Wynik ją trochę przystopował. Następnie poleciła podać tabletkę, po niej wypisała receptę. Przykazała mierzyć sobie ciśnienie i w razie potrzeby łyknąć pigułkę a w dzień następny iść do swojego lekarza rodzinnego. Brak mi słów na opisanie swoich odczuć. Czekając na przyjęcie miałam ochotę krzyczeć na pałętające się osoby, które z racji wybranego zawodu mają potrzebującym pomagać. Kilkakrotnie o nas przypominałam. Ciągle słyszałam hasło: Proszę czekać! Czułam się jak niechciany petent w urzędzie, który przeszkadza w zebraniu towarzyskim a swoją nachalnością psuje miły nastrój. Okropne! Na dziś tyle. Mam nadzieję, że kolejne wpisy będą przypominały mnie samą. I nie będa takie poważne i bez humoru...
niedziela, 08 kwietnia 2012
środa, 21 marca 2012
... otrząsnąć, wyrzucić myśl, że jest ktoś, kto życzy mi śmierci. Dotarło to do mnie niespodziewanie w poniedziałek. Jak obuchem uderzyła mnie to, gdy mój umysł analizował treść sms-a do Pana od jego siostry, niby z okazji imienin. Okropne uczucie... ... mieć świadomość, że budzę w R. aż taką nienawiść, przy czym niczym niezawinioną... Ciągle też zastanawiam się, jak można komuś życzyć czegoś takiego. Nie rozumiem...
Wprost mi tego nie powiedziano, ale dano do zrozumienia, że dopóki żyję, to przeszkadzam...
Chciałabym móc przestać o tym myśleć, ale udaje mi się to tylko na chwilę. Próbuję przekonać się, że na pewno tak nie jest, że to tylko moja wyobraźnia... ale wtedy przypominają się jej wypowiedzi na temat różnych osób...
niedziela, 11 marca 2012
piątek, 09 marca 2012
...na siostrę Pana. Szczyt ogarnął Pana. Ja nie mam zamiaru się na ten szczyt wspinać. Mam ją, przyczynę tego wk...a, czyli siostrę Pana, po prostu daleko w dupie! (sorry za słowo, ale muszę dać ujść emocjom). Pozostał mi już tylko śmiech i pogarda dla tej kobiety (gdy pomyślę o tym, jak się zachowuje i co mówi). Szkoda mi bardzo Pana, bo się strasznie gryzie...Mówi, że czuje do niej tylko nienawiść i nie może się tego uczucia pozbyć. Martwi go to, myśli, że jest złym człowiekiem. Rozgaduję mu, tłumaczę, że złe myśli o jednym człowieku nie mogą być podstawą do takiej oceny. Przecież do innych czuje tylko pozytywne uczucia... Zmuszam go do myślenia o czym innym... Wymyślam tematy zastępcze...Każda wiadomość od niej, sms czy telefon, wywołuje w nim drżenie i wściekłość... krzyki, że ją nienawidzi a potem takie zamknięcie się w sobie...zapadanie... Boję się o niego i o jego zdrowie. Tłumaczę mu, że to uczucie to tak naprawdę nie nienawiść... tylko ogromny żal, że się tak zawiódł. ...i wściekłość, że tak go traktuje... Mówię mu, że musi się pogodzić z sytuacją i wierzyć, że w przyszłości... I tu się stopuję... bo wiem, że w przyszłości z ta kobietą nic się nie unormuje... W poniedziałek przecież nastąpi całkowite zerwanie więzi... Podpiszą umowę notarialną i się rozejdą... Jak obcy ludzie. Nic nie zapowiada, żeby miało stać się inaczej. Dzisiejsza ich telefoniczna rozmowa to potwierdza. Dziś R. obnażyła się całkowicie... Pokazała, co się dla niej liczy... nie więzi rodzinne, nie pamięć o rodzicach, nie wspomnienia, nie brat, nie! Forsa i nic ponad to. To boli Pana, w końcu to jego siostra. Choć mówi, że ona już mu siostrą nie jest... bo się jak siostra nie zachowuje...
wtorek, 28 lutego 2012
... wpisu. Jakaś apatia mnie dopada. I nic mi się nie chce. Czekam więc aż wszystko wróci do normy. A na razie...
wtorek, 21 lutego 2012
Byłam wczoraj na filmie "W ciemności"A. Holland. Ten film trzeba zobaczyć. Raz. Bardzo, bardzo mocno go przeżyłam. "Nie wyzwoliłam" się z niego jak opuściłam Heliosa, mimo różnorakich prób zabicia tego tematu. Czytadło pozwoliło wyrwać się z kanałów na... czas czytania... Przed oczami przewijały mi się i nadal przewijają widziane sceny. Siedzi mi ten obraz w głowie, nie pozwala się zapomnieć... ... Nigdy więcej nie chcę go oglądać.
sobota, 18 lutego 2012
...bo lubię czytać. Z tego też powodu kupiłam sobie na wakacjach kindelka W nim mieszczę dużą ilość pozycji a nie ograniczam sobie przestrzeni. ;) Kupowałam go także z innego powodu: przez długi czas nie będę pewnie mogła sobie pozwolić na zakup żadnej normalnej książki (kredyt). Na razie jeszcze go nie spłacam, więc niby mogłabym szaleć, ale problemem są miedziaki: muszę doskładać. Więc teraz nawet gazet nie kupuję... Dziś rano postanowiłam pogrzebać w neciku za nowymi książkami na czytnik... I trafiłam na taką listę: 100 książek, które trzeba przeczytać - wg BBC 1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen Prześledziłam ją dość uważnie. I pewnych posunięć układających ją kompletnie nie rozumiem. Np. pozycja 33 i 36. Przecież "Lew, Czarownica i stara szafa" należy do cyklu "Opowieści z Narnii"... po co więc ta powtórka i "zabranie" miejsca? Podobnie 14. i 98.... Jeżeli "Dzieła zebrane", to tu przecież jest wszystko... Co w tej liście robi "Dziennik Bridget Jones"? Czy to aż tak niezwykła pozycja, że jej przeczytanie zmieni coś w moim życiu, zmusi do myślenia na temat jego sensu czy zastanowienia się nad sobą? Już dawno ją przeczytałam i nic takiego u się nie zauważyłam... Eeee tam... z taką listą... Znam większość zamieszczonych tu utworów... I nie rozumiem, jak i wg jakiego kryterium dobierano do niej książki... Jakaś lipa...
niedziela, 12 lutego 2012
... do myśli, że już koniec ferii. Odrzucam ją, ale ona nie daje się daleko ode mnie przemieścić. Nie, nie boję się samej pracy, czyli uczenia czy borykania się z klasówkami, sprawdzianami, dyktandami... Martwię się, bo pewien uraz, o którym wcześnie pisałam, jeszcze mnie nie opuścił. Wiem to na pewno, bo wyraźnie poczułam to w czwartek. Wybrałam się do szkoły, żeby troszkę porządków zrobić w swojej klasie a poza tym miałam się spotkać z koleżanką, której z domowej (czyt. komputerowej) filmoteczki wygrzebywałam kadry z życia szkoły. Kiedy już miałam wejść do pokoju nauczycielskiego, zobaczyłam przyczynę moich rozterek. Nie mogłam przekroczyć progu. Po prostu mnie zastopowało. Wzięłam klucz do swojej klasy i powiedziawszy wszystkim zebranym (bo nie tylko on tam był) zwykłe: "Cześć!", uciekłam. Tak, nie dramatyzuję, ale tak to odebrałam. To była ucieczka przed czymś niemiłym... Mam uraz i nie wiem na razie, jak sobie z nim poradzę. Wiem jedno, że dużo chyba wody upłynie, zanim mi przejdzie. Oczywiście nie oznacza to, że będę się fochała czy coś takiego. Będę normalnie rozmawiała. Jestem jak płot z takie znanej opowieści dydaktycznej. Główny jej bohater, młody chłopak, nie panuje nad sobą, brak mu cierpliwości, często się kłóci, wrzeszczy na innych. Ojciec podpowiada mu metodę pracy nad sobą: ma w płot wbijać gwóźdź za każdym razem, kiedy zachowa się wobec bliźniego niewłaściwie. A kiedy uda mu się zapanować nad sobą, wtedy ma z płotu wbite gwoździe wyciągać. Pierwsze dni są trudne: płot pstrzy się od metalowych łebków. Ale w następnych dniach chłopak uczy się nad sobą panować. Po jakimś czasie płot jest "czysty". Bohater, dumny z siebie chwali się ojcu. A ten mu mówi: - Spójrz, ile w płocie jest dziur. Już nigdy nie będzie taki, jak dawniej.
sobota, 11 lutego 2012
... dlaczego znów nie wygrałam w Totka! Jak zwykle puściłam swoje stałe numery. I nic! Nawet w głupią trójkę nie trafili! ;D Przecież sto razy gorzej by mieli, gdybym za każdym razem zmieniała liczby! A ja nie utrudniam Lotto. Od lat te same numerki im podsuwam. Naprawdę mogą trafić. A nie trafiają...
Jestem po prostu geniuszem! Wybrać takie liczby! ;D
czwartek, 09 lutego 2012
środa, 08 lutego 2012
...mi te ferie lecą! Za szybko! Szczerze mówiąc odnoszę wrażenie, że mi one pędzą. Pewnie to przez to, że właściwie pierwszy tydzień przeleżałam. Jedynie parę razy wtedy wychyliłam łepetynę za drzwi domu. I to zawsze wyglądało tak: okutana schodziłam ze schodów i pakowałam dupsko do samochodu (jeden raz zamiast drzwi do samochodu otwierałam odrzwia szkoły i się tam ładowałam), przebywałam drogę do celu w cieple nawiewu, podjeżdżałam prawie pod kolejne drzwi... Droga powrotna wyglądała identycznie. Ale dzięki temu już nie chyrlam. W tym tygodniu więcej czasu spędzam poza domem. Powinnam więc niby odczuwać zwolnienie biegu ferii... A tak nie mam... A zawsze mi się wydawało, że jak mam urozmaicony czas, nie ma w nim monotonii i jednostajności, to on jakoś wolniej biegnie. Udało mi się załatwić (mimo choroby) kilka rzeczy: 1. imieniny mamy 2. komisję lekarską (orzecznik PZU) 3. odebrać świstek z PUK- u i zawieźć do biura projektowego. 4. popodpisywać papiery na budowę (mam nadzieję, że już od wczoraj są w starostwie), wcześniej wybrać kasę z banku i zapłacić za ich skompletowanie (bagatela: prawie 5 tys.) 5. porozmawiać z panią w banku na temat pożyczki. Ale nie zrobiłam nic w szkolnych papierzyskach! Maskara, jak mnie od tego odrzuca! Cały tydzień przecież prawie się z domu nie ruszałam i mogłam wtedy nad tym syfem usiąść, lecz nie mogłam się przemóc... Muszę jakoś sobie przegadać do rozumu, bo jak tak dalej pójdzie, to będę to robiła w ostatnim dniu... Ciekawa jestem, czy tylko ja tak mam, że to co mało przyjemne wykonuję 5 przed dwunastą...
czwartek, 02 lutego 2012
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||